piątek, 21 października 2016

Biały osad na mydle - co to jest?


Jedną z niespodzianek jakie mogą wystąpić w procesie tworzenia naszego mydlanego dzieła jest pojawienie się białawego nalotu, który niektórym może przypominać nawet pleśń.



Każdy kto choć raz próbował zrobić samodzielnie mydło wie, że jest to nie lada wyzwanie! Mimo że stworzenie własnoręcznie robionego od podstaw mydła wymaga sporo wysiłku, to będę się upierała że naprawdę warto je robić!  Cóż, w mojej kilkuletniej praktyce mydlarza ( a może raczej mydlarki ) wielokrotnie zaobserwowałam na swoich mydłach ów biały nalot, a proszę mi wierzyć że dokładam najwyższych starań aby moje pracochłonne i dopieszczone w każdym aspekcie mydełka nie spleśniały. 


No dobrze, już nie trzymam czytających w niepewności – biały osad to nic innego jak kryształki węglanu sodu. Brzmi trochę chemicznie? Nic dziwnego, skoro cały proces tworzenia mydła to balansowanie między chemią, biologią i sztuką. Można pilnie ważyć składniki, analizować rodzaje tłuszczów i okrywać mydło w odpowiednim momencie, ale idę o zakład że czasami każdemu, nawet  zaprawionemu w mydlarskich bojach rękodzielnikowi, zdarza się zrobić mydło z wytrąconym osadem. Osad jest zupełnie neutralny i nieszkodliwy dla naszej skóry. Nie ma się czego bać czy brzydzić, wystarczy zrozumieć – gdy wodorotlenek sodu zawarty w świeżo zrobionym mydle nie zostanie oddzielony od dwutlenku węgla zawartego w powietrzu czasami zrobi się nalot. Co to oznacza w praktyce? - że po wlaniu mydła do formy zakrywamy je szczelnie folią, tak aby powietrze nie miało kontaktu z mydłem i tak pozostawiamy je około 24h. Może się zdarzyć , że mimo naszej skrupulatności osad i tak się pojawi, proponuję zupełnie się tym nie przejmować – bo jest zupełnie nieszkodliwy a potwierdza jedynie fakt że mydło zostało ręcznie zrobione z naturalnych składników!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz